środa, 30 lipca 2014

Rozdział VII

Obudziłam się zlana potem i z trzęsącymi się dłońmi. Przeskanowałam pokój przypominając sobie koszmar, który dopiero co przeżyłam. Poczułam strach, który obejmował panowanie nad moim ciałem. W miejscu gdzie siedział Logan, była teraz tylko pusta przestrzeń. Próbowałam się uspokoić, ale nie mogłam wyzbyć się wrażenia, że ktoś obserwuje każdy mój ruch czekając na właściwy moment.
Oderwałam rurki, które po przyłączane były do aparatury, co spowodował jedne wielkie beep. Stanęłam na nogach bardzo powoli w obawie, że się przewrócę. Kiedy zrobiłam już pierwszy krok, nie zatrzymałam się. Wzięłam ubrania, które leżały na krześle i zmieniałem moją szpitalną szatę w coś normalnego. Zajęło mi to chwilę, ponieważ nadal byłam bardzo słaba.
Otworzyłam drzwi a moim oczom ukazał się długi korytarz z drzwiami po każdej stronie. Przy ścianach stało kilka pustych łóżek. Kiedy byłam już przy końcu korytarza, paru doktorów przebiegło obok mnie krzycząc coś jeden do drugiego. Tak jak się spodziewałam wbiegli do sal z której wyszłam, myśląc że umarłam. Nie tracąc więcej czasu, zaczęłam pół biegiem kierować się w stronę wyjścia.
Kiedy miałam już wychodzić zauważyłam coś, co totalnie mnie zamroziło. Ludzie w policyjnych mundurach stali przy drzwiach wyjściowych i wyglądali jakby ich pilnowali. Wyprostowałam się i z podniesioną głową ruszyłam w ich stronę powtarzając sobie, że to nie mnie pilnują przed ucieczką. Właśnie nacisnęłam klamkę kiedy jeden z nich odezwał się:
- Proszę Pani?
Opuściłam głowę i ignorując go szłam dalej. Słyszałam kroki za sobą i chwilę później ktoś chwycił mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Moje oczy spotkały się z tymi policjanta.
- Nie możesz opuścić szpitala.
- Dlaczego nie? - zapytałam.
- Agentka Wilson chce z Tobą porozmawiać.
- Nie mam tu nic do powiedzenia?
- Nie, patrząc na wszystko co stało się w ciągu ostatnich dwóch lat - wytłumaczył zaciągając mnie spowrotem do szpitala.

***
- Kogo się boisz? - zapytała Agentka Wilson, kiedy ja wpatrywałam się w szybę, jestem pewna że po drugiej stronie stoją inni policjanci.
Pokój w którym się znajdowałyśmy miał szare ściany i betonową podłogę. Siedziałam na krześle przy dużym czarnym stole a Wilson siedziała zaraz naprzeciwko mnie. Mała lampa na suficie była jedynym światłem które było w pokoju. Myślałam o jej pytaniu. Dlaczego chce to wiedzieć? Co ona podejrzewa?
- Kogo się boisz? - powtórzyła.
Spojrzałam jej w oczy. Miała kilka zmarszczek w okolicy czoła ale wyglądała na bardzo młodą, może była gdzieś po 20.
- Nie boję się - odpowiedziałam wpatrując się teraz w moje paznokcie.
- Wiem że dużo się wydarzyło i to musiało być... - zatrzymała się jakby szukała odpowiedniego słowa. Po kilku sekundach znów się odezwała - Czego mi nie mówisz?
Poczułam się nieswojo kiedy to powiedziała. Nie wiem co odpowiedzieć.
- Jessica, pozwól że Ci to wytłumaczę - zaczęła - Jeśli powiesz mi gdzie jest Jason, nie będziesz oskarżona o nic. Ale jeśli nie, to pociągną się za Tobą konsekwencje za ukrywanie ważnych informacji przed policją.
- Nie wiem gdzie on jest - powiedziała prawdę.
Oparła się na krześle i wpatrywała się we mnie jakby chciała określić czy mówię prawdę.
- Dobrze ale wiedz, że dowiemy się jeśli kłamiesz.
Przytaknęłam. Kobieta westchnęła tylko i powiedziała:
- Musisz zacząć mówić.
- Przecież mówię - odparłam.
- Kogo się boisz?
- Nikogo.
- Przestań kłamać - prawie że krzyknęła - Jasona?
Nie odpowiedziałam więc kontynuowała - Alexa?
Kiedy usłyszałam jego imię, spojrzałam na nią ujawniając się. Skąd ona wiedziała?
- Nie - odpowiedziałam cicho.
- Dlaczego się go boisz? - zapytała - Widziałaś go? Rozmawiał z Tobą? Groził Cie?
- Kiedy mogę stąd iść? - zapytałam ignorując ją.
- Gdzie chcesz pójść? Nie masz już domu.
- Nie czuję się najlepiej - przyznałam - Nie chcę już dłużej tu siedzieć.

***
Jason's POV

- Dlaczego zawsze jesteś taki zdystansowany? - zapytała moja dziewczyna Rebecca.
- Co masz na myśli? - odparłem chociaż wiedziałam dokładnie o co jej chodzi. Ostatni tydzień był najgorszy. Po tym jak Logan zawiózł Jessice do szpitala, nie umiałem się na niczym skupić. Jedyne o czym myślałem to ONA.

- Ona musi jechać do szpitala Jason - krzyczał do mnie Logan.
Moje oczy przeskakiwały z chudego i bladego ciała Jessicy na Logana. Nie mogę zawieźć jej do szpitala. Zabiorą ją ode mnie, ale nie mogę tak po prostu dać jej umrzeć. Nie mogę jej stracić.
- Okej - powiedziałem pewny siebie mimo że w środku załamywałem się powoli.
Bez zbędnych komentarzy Logan podniósł jej słabe ciało i posadził ją w jednym z czarnych samochodów. Właśnie miałem wsiąść od strony pasażera kiedy chłopak mnie zatrzymał.
 - Wpuść mnie do środka - zażądałem zirytowany.
- Nie, jak myślisz co się stanie kiedy wejdziesz do szpitala pełnego ludzi? 
Zawahałem się przez moment ale zamknąłem drzwi. Nienawidzę tego uczucia bezradności? Ale co mogłem zrobić? Nic...

Rebecca wyrwała mnie ze wspomnień mówiąc: - Nawet mnie nie słuchasz - i wychodząc z pokoju. Jest na mnie wkurzona bo nie poświęcam jej uwagi ale pewnie też dlatego że domyśla się o co chodzi ze mną i Jessicą.  Moje myśli znów zostały zakłócone, tym razem przez Logana.
- Nie ma jej w szpitalu.
Spojrzałem na niego zmieszany.
- Jessicy już nie ma w szpitalu.
Wstałem z kanapy i poczułem jak gniew opętał moje ciało.
- Co masz na myśli mówiąc że już jej tam nie ma? - wrzasnął zwijając dłonie w pięści.
- Kiedy tam poszedłem powiedzieli mi że jest na posterunku policji - wyjaśnił, wyglądał na przerażonego.
- Powiedziałem Ci żebyś miał ją na oku!
- Miałem, przysięgam Jason.
- Więc dlaczego jej tam nie ma? - zapytałam trzymając go za koszulkę i przyciskając go do ściany, gotowy by zadać cios.
- Już Ci powiedziałem - odpyskował czym zdenerwował mnie jeszcze bardziej.
- Jak do kurwy nędzy mogłeś pozwolić by coś takiego się stało? - wrzasnąłem na niego.
Właśnie miał odpowiedzieć ale Matt przerwał nam wchodząc do pokoju.
- Jest tu ktoś kto chce z Tobą porozmawiać - powiedział zmieszany całą sceną. Rzuciłem Loganowi ostatnie spojrzenie i wyszedłem z pokoju. Tym razem miał szczęście, gdyby nie Matt, jest szansa że już by nie oddychał.
Poszedłem za Mattem. Na dole stał jakich chłopak tyłem do mnie. Kiedy się odwrócił zorientowałem się kto to: Alex. Uśmiechnął się złośliwie i powiedział - Tęskniłeś?

---------------------------------------------------------------------
Przepraszam, przepraszam . Nie mam żadnego usprawiedliwienia, jedynie lenistwo :(( błagam wybaczcie :((( Mam nadzieje że rozdział wam się spodoba <333

9 komentarzy :

  1. Szkoda, że rozdziały są tak rzadko :(
    Świetnie opowiadanie i czekam na każdy z niecierpliwością...

    @ameneris

    OdpowiedzUsuń
  2. rozdział fajny, szkoda tylko ze są tak rzadko :// ale cię rozumiem sama mam bloga i wiem że to nie jest takie chop siup jak sie większości wydaje ;)
    Czekam na kolejny c=

    OdpowiedzUsuń
  3. Czekam aż się doczekam. Nie pospieszam. ♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialnie tlumaczysz 📝📝

    OdpowiedzUsuń
  5. g e n i a l n y <33 czekam na kolejny z niecierpliwością ! :* zapraszam do mnie, mam nadzieje że skomentujesz :* http://reallyiloveyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafiłam na tego bloga przez przypadek i jest rewelacyjny! @arianatorka

    OdpowiedzUsuń
  7. Kiedy dodasz rozdział???

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej, dodano (już kiedyś) post z twoim blogiem na Ocenialnie JBFF < http://fanfictions-for-you01.blogspot.com >. Mogłabym prosić o udostępnienie buttonu tej Ocenilnii? Wiesz, reklama dźwignią handlu. Button znajduję się po prawej stronie, pod obserwatorami, z góry dziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń